polskie aukcje czyli powrót do przeszłości

czerwiec 25th, 2008

W ostatnich kilku dniach dokonałem sporych zakupów na allegro, dlaczego?

  • bo miało być taniej
  • bo powinno być szybko
  • bo podobno nie muszę się ruszać z domu/biura - wszystko zostanie mi dostarczone

Dzisiaj tego żałuje ponieważ mogłem po prostu pojechać do sklepu na drugi kraniec Warszawy i zaoszczędziłbym na tym pewnie dużo czasu.

Schody zaczynają się kiedy trafimy na handlarza (nie będę ich nazywał sprzedawcami bo nie zasługują na ten tytuł), który żyje jeszcze w czasach kiedy to klient nie miał nic do powiedzenia.  Klient to przecież zło konieczne, a ja wielki Pan “super sprzedawca” na allegro znam się doskonale, wiem jak powinienem się zachować i jak obsłużyć klienta. Po co mam odpisywać na emaile skoro mogę ustawić autorespondera z przydługawym opisem na 3 strony, po co mam odpisywać na prośby skoro lepiej odesłać do powyższej przydługawej listy moich żądań bo to ja jestem przecież “super sprzedawca” wiec podyktuje sobie listę moich praw. Oczywiście nie lubię jak klient do mnie dzwoni bo przecież napisałem instrukcje i nie będę się powtarzał.

ach :( gdzie te czasy kiedy kupiłem coś za 20 zł, a sprzedawca tego samego dnia nadał przesyłkę i poinformował mnie o tym SMSem?

3 Responses to “polskie aukcje czyli powrót do przeszłości”

  1. adam Says:

    Seba, no ja dostrzegam w tym jeszcze drugą stronę medalu… wydaje mi się, że takie zachowania “handlarzy” jak ich nazywasz, wynikają z chęci uczynienia swojego “biznesu” jak najbardziej zautomatyzowanym… rola człowieka w e-handlu sprowadza się do ogólnie pojętej wysyłki towaru, czy przekazania usługi (pakowanie, weryfikacja płatności, mail z potwierdzeniem), myślę, że warto tu zauważyć, że większość sprzedających to małe firmy, często jednoosobowe, a co za tym idzie są to ludzie dość zaganiani… tylko nieliczni na allegro to “przedstawiciele” tradycyjnych sklepów, zatrudniający pracownika do obsługi aukcji, Ci z pewnością mogą pochwalić się lepszą obsługą klienta… oczywiście można narzekać na to, że nie jesteśmy wystarczająco “dopieszczani” przez obsługę, ale za to w większości przypadków mamy jednak taniej, do czego miałeś się również odnieść ;) żeby jednak była pełna jasność, nie jestem zwolennikiem zakupów w sieci, z racji tego, że też wole pogadać twarzą w twarz ze sprzedawca i przede wszystkim zobaczyć towar, który kupuje, ale staram się jakoś tam zrozumieć ten rodzaj prowadzenia transakcji (nie usprawiedliwić!)…

    no ale mamy gorąco dziś w biurze, więc może piszę głupoty! :D

  2. Sebastian Says:

    Ja rozumiem, że allegro jest często dodatkowym zajęciem, ale jeśli ktoś piszę zasady to niech myśli o drugie stronie, czyli o kliencie. Dlaczego nie można jasno określić ile się będzie oczekiwać na produkt, czy też potwierdzić zamówienie.

    Mnie irytuje, że sprzedający nie informują, nie potwierdzają, trzeba dzwonić, dopytywać się i prosić o przesyłkę, której nie mają wysłać mimo wpłaconej należności i przy tym się jeszcze obrażają jak się do nich dzwoni :D

  3. Wit Says:

    Zgadzam się z Sebastianem, typowe polskie piekiełko. Internet rozwiązuje problemy ekspozycji towaru na półkach, logistyki magazynów (można pracować na magazynach centrów dystrybucyjnych) etc. Dlatego te, jak zauważył przedpiszący :D, jednoosobowe firmy mogą poświęcić się w 80% w budowaniu wizerunku u kupujących (o ile zgodzimy się z tą tezą). Natomiast automatyzacja nigdy nie była formą która legła u podstaw teorii e-commerce. Właśnie personalizacja, wyróżnienie jednostki (nawet poprzez automaty) jako najistotniejszej w procesie sprzedażowym miało pomóc w uzyskiwaniu lojalnego klienta głoszącego “chwałę” sprzedawcy przy każdej okazji (WoM, serwisy rekomendacyjne).

    To że działa to tak jak opisał Sebastian to znowu nasze typowe, polskie podejście - skoro można to trzeba szybko, byle jak, byle zamknąć, dopiąć, zgarnąć.

    .. i tyle.

    Witek

Leave a Reply